Volvo Philip

Dodano 15-04-2017

Amerykański mężczyzna w życiu powinien zrobić aż cztery rzeczy. Wybudować dom, zasadzić przy nim drzewo, założyć rodzinę i kupić Volvo, żeby tę rodzinę wozić. Rodzinne Volvo bardzo mocno wrosły w krajobraz jednorodzinnych domków w USA, nim to jednak nastąpiło, Szwedzi trochę musieli pokombinować, aby zadomowić się na amerykańskim rynku.

philip

Pierwsze, nieśmiałe próby zainteresowania Amerykanów Szwedzi podejmowali już w latach 30., kiedy trzech szwedzkich dziennikarzy przetransportowało Volvo PV652 przez Ocean i pojechało na Światową Wystawę Expo w Chicago. Tym razem jeszcze bez spodziewanego efektu, ale świadomość istnienia takiej marki została zaszczepiona. Kolejne podejście miało miejsce kilkanaście lat później, tuż po Wojnie. Czas na zainteresowanie amerykańskich klientów był doskonały, gdyż wówczas wyrastał las niezależnych od Wielkiej Trójki producentów, którzy wykorzystywali zastój na rynku i wchodzili na niego ze swoimi świeżymi produktami. Amerykanom chciano zaproponować model PV444. Na Starym Kontynencie samochód ten na długi czas stał się ikoną Volvo, pozostając w produkcji przez wiele lat, wyrabiając sobie markę solidnego i długowiecznego wozu. Jednak był to chybiony strzał. Amerykański rynek był nasycony lokalnymi produktami i wchodząc na niego z zewnątrz należało mieć w zanadrzu coś godnego uwagi, coś innego, zaskakującego, co wyraźnie odróżniałoby się od reszty i to na plus, a nie na minus. Staromodne nadwozie z silnikiem wielkości butelki coca-coli nikogo nie porwały. Nie dało się niczego osiągnąć wnosząc drewno do lasu, dlatego też kolejne podejście miało być już bardziej przemyślane, a produkt bardziej trafiający w gusta i oczekiwania miejscowego klienta.

I trzeba przyznać, że za robotę Szwedzi wzięli się z rozmachem. Uznano, że najlepszą metodą zainteresowania amerykańskiego konsumenta swoim produktem jest stworzenie czegoś pod jego gust, a nie pod swój. To, co podobało się w Europie, niekoniecznie musiało podobać się za Oceanem. Tak powstał szalony prototyp Volvo Philip, niepodobny do żadnego modelu Volvo produkowanego przedtem i potem, mający mieć w sobie tyle amerykańskich akcentów, jak tylko było możliwe.

philip5

philip4

Projektantem wozu był Jan Wilsgaard, kolejna ikona i pomnik Volvo, spod którego ręki wyszły legendarne kształty m.in. Amazona, serii 100, 700 czy 850. O ile charakterystyczne „cegły” przez długie lata kojarzyły się z marką Volvo, o tyle stylistyka prototypu Philip nie miała z nimi nic wspólnego. Wygląd samochodu był inspirowany amerykańskimi krążownikami szos, modnymi w latach 50., a zwłaszcza… Kaiserem Manhattan. Nie wiadomo, czy to przypadkowa zbieżność, czy też grubymi nićmi szyta intryga, tym niemniej oba pojazdy były do siebie aż nienaturalnie podobne. Philip do złudzenia przypominał amerykański krążownik, z pontonowym nadwoziem zwieńczonym płetwami, podciętymi słupkami C oraz pokaźnymi rozmiarami w każdą stronę.

philip7

autowp.ru_kaiser_manhattan_2Kaiser Manhattan, rzekoma inspiracja dla Volvo Philip.

stopa

Samochód miał jednak nie tylko wyglądać, ale też jeździć jak porządny amerykański wóz. A jak amerykański wóz, to wszystko poniżej 8 cylindrów nadaje się co najwyżej do kosiarki. Volvo dla Philipa skonstruowało silnik widlasty o kącie rozwarcia 90 stopni, ośmiocylindrowy o pojemności 3,6-litra, wyciskający zupełnie przyzwoite na tamte czasy 120 koni mechanicznych mocy. Obiegowa opinia głosi, iż nowy silnik powstał z połączenia dwóch jednostek B18 o pojemności 1,8-litra. Matematyka się zgadza, jednak w praktyce „podwojony” silnik z oryginałem nie posiadał praktycznie żadnych części wspólnych. Napęd przenoszony był na oś tylną za pośrednictwem automatycznej skrzyni biegów, także wówczas nowości dla Volvo. Prototyp posiadał również takie udogodnienia, jak hydrauliczne wspomaganie układu kierowniczego oraz podciśnieniowe wspomaganie układu hamulcowego.

philip3

Philip powstawał w tajemnicy przed publicznością, jednak po przebrnięciu morderczych testów projekt został anulowany. Dlaczego tak się stało? Najprostszym wytłumaczeniem są oczywiście pieniądze. Potencjalnie duże koszty produkcji i ograniczenie do praktycznie tylko jednego rynku, który i tak przez Szwedów nie został jeszcze dobrze odkryty, były wystarczająco wymownym powodem. W Europie, wciąż mającej jeszcze czkawkę po Wojnie, duży sedan z wielkim silnikiem i automatyczną skrzynią biegów był mało pożądanym towarem. A to właśnie w Europie, głównie na rodzimym rynku, Volvo sprzedawało swoje samochody.

Nie można jednak powiedzieć, że siły przeznaczone na stworzenie projektu Volvo Philip poszły na marne. Wypróbowano szereg nowych rozwiązań, które w późniejszych latach znajdywały zastosowanie w produkcyjnych modelach. Pewne naleciałości stylistyki prototypu można odnaleźć w Amazonie, także zaprojektowanym przez Jana Wilsgaarda. Największą karierę zrobił jednak widlasty silnik, który w 1956 roku trafił do produkcji i przez kolejną dekadę napędzał ciężarówki Volvo Snabbe. W produkcyjnej wersji rozwijał takie same parametry, co w prototypowej, czyli 120 koni mechanicznych mocy i dostępny od niskich obrotów moment 260 Nm. Prędko zyskał sobie opinię silnika niezawodnego, lecz niestety jednocześnie dosyć łapczywego na paliwo.

Nastał rok 1955, minęły 3 lata od zbudowania Philipa i Volvo postanowiło zaatakować amerykański rynek modelem… PV444. Tym samym, którego kilka lat wstecz odrzucono i postanowiono zbudować coś nowego od podstaw. Wersje na rynek amerykański wyposażono we wzmocniony silnik o pojemności 1,4-litra, ze zmodyfikowanym gaźnikiem, który w tej konfiguracji osiągał moc 70 koni mechanicznych. Początkowo sceptyczni Amerykanie szybko odkryli zalety PVki. Pierwszym, co rzucało się w oczy na tle innych samochodów, było niskie zużycie paliwa. Okazało się także, że szwedzkie samochody są niezawodne i niezwykle trwałe, czym zdobyły zaufanie ludzi mogących wozić nimi swoje rodziny. W 1959 roku na amerykański rynek wjechał Volvo Amazon, a w 1963 roku otwarto fabrykę w kanadyjskim Halifax, gdzie rozpoczęto produkcję PV544. Po zaprojektowaniu legendarnych modeli kombi, serii 100, 200 i 700, Volvo stało się synonimem niezawodnego samochodu rodzinnego. I tak zostało do dzisiaj.

philip2

740

Volvo Philip po zarzuceniu projektu przez wiele lat był używany przez zarząd firmy Bolinder-Munktell w Eskilstunie, która od lat 50 była własnością Volvo. Po zakończeniu służby, wóz trafił na emeryturę do Muzeum Volvo w Goetheborgu.


Tekst: Michał Reicher (reicher.michal@gmail.com)

Zdjęcia: Internet, FavCars, volvoclub.org.uk